Taka piękna niedziela
Dziś dzień pełen słońca. Naładowałam baterię aparatu i... pierwszy raz od chyba dwóch lat poszłam robić zdjęcia. Nie komórką, ale prawdziwym aparatem. Uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę nigdy nie przyłożyłam się do poznania funkcji aparatu, który posiadam. Jakość i efekt zdjęć jest mocno przypadkowa. Wczoraj natomiast kolejny wyrzut sumienia. Szachy. Obiecywałam sobie ćwiczyć grę. Nabyłam książki. Wylądowały na półce. Szachownica w szafce. Zeszyt afirmacji. Założyłam, owszem, któryś z kolei. Po kilku wpisach z systematyczności nie pozostał nawet ślad. Książki do przeczytania. Stos, po wnikliwszym przeglądzie regałów nabrał wysokości. Dwie przeczytałam. Reszta czeka. Po tygodniowym opychaniu się bez słuchania głosu rozsądku, dziś waga o 1,3 kg w górę. I... Bez poczucia winy, dołowania się, obrzucania się poniżającymi epitetami. Po prostu wyluzowałam. Cud prawdziwy. A tu kilka fotek z dzisiaj.