Żyć tu i teraz
Od lat powracały do mnie stany zasmucenia, spadku nastroju, czasami panicznego lęku i poczucie beznadziei.
Przez kilka ostatnich tygodni żyłam w wielkim stresie. Zmiany w firmie, związane z jej reorganizacją, postawiły na głowie życie wielu osób. Presja jaką wywarły plotki, zjadliwe komentarze, podsuwane czarne scenariusze wyżerała ze mnie spokój na tyle skutecznie, że przestałam przesypiać noce.
Zawsze uważałam się za optymistkę, i zwykle z uśmiechem podchodziłam do ludzi i życia, nie okazując swoich emocji wywołanych strachem. Jednak wewnątrz czułam zaciskającą się obręcz wokół serca, żołądka, mózgu. Ogólne zatrwożenie i nękające napady poczucia beznadziejności.
Zaczęłam poszukiwania lektur, które poprawią mi nastrój już dawno. Szukałam też artykułów, blogów, nagrań w internecie. Kupiłam sporo książek, do których czasami tylko zaglądnęłam i porzucałam ich lekturę. Przesłuchałam wiele audiobooków.
Niektóre z tych lektur znalazły uznanie wielu czytelników na świecie, inne były wyśmiewane jako psychologia dla kucharek. Ale nie kierowałam się opinia innych.Gorączkowo poszukiwałam tego, co pomogłoby mnie. Właściwie niemalże w każdej książce znajdzie się treść, którą można uznać za skierowaną bezpośrednio do nas.
Wiele lat temu, właśnie w czasie jednego z napadów wszechogarniającego mnie przygnębienia, kupiłam książkę "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Dale'a Carnegie. Zaczęłam ją czytać wówczas, ale zakończyłam lekturę na jednym z pierwszych rozdziałów. Książka wówczas nie przemówiła do mnie wystarczająco mocno bym kontynuowała jej czytanie. Wróciła na półkę. Około roku temu koleżanka, która jeszcze w latach 90, XX wieku wyemigrowała do Kanady, poleciła mi tę właśnie książkę jako hit. Wzięłam ją do ręki, ale.... znowu wydała mi się nie dla mnie. Wówczas kupiłam kilka książek Katarzyny Miller, Beaty Pawlikowskiej oraz serię książek Brian'a Tracy'ego.
Polubiłam bardzo Żółte Karteczki Beaty Pawlikowskiej. Dają mi pozytywne przesłanie na każdy dzień. Takie codzienne dobre i mile bodźce, oprócz porannej modlitwy dziękczynnej (jak ją nazywam). Kiedyś gdzieś przeczytałam, że Matka Teresa z Kalkuty nie chciała się modlić "za zakończenie wojny" ale "za pokój na świecie". Od tamtego czasu codziennie modlę się słowami "Boże dziękuję Ci za.......". tak dzieje się od wielu lat i... wszystko, za co dziękowałam do tej pory sprawdziło się.
Wracając do ostatnich tygodni, to pomimo pozytywnych Żółtych Kartek, zapisywania afirmacji, dziękczynnej modlitwy byłam w stanie panicznego strachu.
I właśnie wówczas przypomniałam sobie o książce Dale'a Carnegie. Wgrałam jej wersję audio do komórki i zaczęłam słuchać. Niesamowicie mnie wciągnęła. Słucham od nowa. W każdym niemalże opisanym przykładzie znajduję swoje zachowania, problemy.
Pierwsza najważniejsza dla mnie prawda, to Żyć tu i teraz. Odgrodzić się od przeszłości i przyszłości.
Komentarze
Prześlij komentarz