Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2020

Świetnie, że mam za co dziękować

W ciągu ostatnich kilku lat moje życie bardzo się zmieniło. Jest lepiej, spokojniej, pełniej... Jestem po prostu bardziej świadoma tego,co przynosi mi szczęście, co jest radością. Napady strachu, kiedyś bardzo częste stały się mniej dokuczliwe, mniej aktywne. Są, pewnie nigdy nie znikną. Jednak jest ich mniej. Wiem, że łatwo wciąż im ulegam. Ale afirmacje i modlitwa dziękczynna dużo mi pomagają.  Od kilku miesięcy spisuję czynności na każdy miesiąc. Ich wypełnianie zajmuje mi czas i poprawia nastrój.  Staram się też każdego dia robić zapis w dzienniku. Prowadzę, choć nieregularnie zeszyt afirmacji, w którym zapisuję pozytywne uczucia, zdarzenia, teksty, które mnie podbudowują.

Wszystko jest dobrze - tego się trzymam

 Po sobotnim gwałcie na moim dobrym samopoczuciu z pełną determinacją przystąpiłam do reanimacji. Skorzystałam skwapliwie ze znanych mi sposobów walki. Spacer, pociesza z jedzeniowy, słuchanie afirmacji i tekstów dodających kropelek radości do oceanu szczęścia, który mnie otacza, przegadanie tematu z koleżanką i z siostrą, zakup książek, fryzjer, praca. Zdaje się wychodzę na prostą. Dostarczono wczoraj bombki choinkowe z cyklu dawne bajki. Ładne, duże, efektownie ozdobione. Są Bolek, Lolek i Tola, pomysłowy Dobromir z dziadkiem, mamusia i tatuś Muminka, murzynek Bambo, Krecik, Jacek i Agatka, Rumcjas, Cypisek i Hanka.  Jestem w pracy, ale czekam już na popołudnie, gdyż zamierzam czytać dalej Krystyny Kofty: Lewa wspomnienie prawej. Kiedyś przeczytałam Suki. Podobało mi się. Dlatego kupiłam też autobiografie i dziennik z lat 79-89. Lubię czytać o czasach mojego dzieciństwa i młodości, dowiadywać się jakie inni mieli na ten czas spojrzenie, jak postrzegali wydarzenia. Czasami ze...

Biorę na przetrwanie

 To jeden z tych dni, kiedy niepokój jak kornik drąży strukturę mojego spokoju. Wtedy biorę na przetrwanie. Czepiam się afirmacji, czytam pozytywne przesłania. Byle tylko się uspokoić. Wczoraj oglądałam fotoblog, którego Autor zamieszcza zdjęcia kotów. Dziś wykonałam drobne czynności w pracy, ale jeszcze tyle godzin do końca dnia pracy. Czuję ten nieprzyjemny lęk. 

Taki jakiś płaczliwy mam dziś nastrój

 No i stało się. Tyle dni, tygodni wpajania sobie zasad pozytywnego myślenia, a jeden telefon sprawił, że rozchwiałam się emocjonalnie. Mam swoje zmory. Ale walczę dzielnie. Poszłam na spacer. Słońce przyświeciło. Nie musiałam  ubierać się zbyt ciepło. Ludzie jedli lody na dworze.  A potem w domu, krótka drzemka popołudniu. Lektura. Odcinek serialu "Randal i duch Hopikra". Filmiki na fejsie. I szloch po usmarkanie. Wzruszenie losem zwierzęcia, dziecka, staruszki. Ale tak naprawdę użalenie się nad sobą samą.  Prawda jest taka, że boję się. Strach nie minął. Niewiara we własne siły wciąż mnie przytłacza. Stara maruda ze mnie. 

Domowy budżet, oszczędzanie, gospodarowanie czasem i pieniędzmi

Przed kilkoma laty mocno zaczęłam interesować się tym jak dbać o finanse w taki sposób, by nie zostawać bez grosza na koniec miesiąca. Zrobiłam duże postępy. A było co robić. Wyszłam z długów. Ma pewne oszczędności, które sprawiają, że mam lepsze samopoczucie. Jest naprawdę o niebo lepiej niż było, ale mogę bardziej się postarać. Dlatego uznałam, że warto przeanalizować wydatki. I pójść w stronę zysku. Albo raczej częściowego odzysku.  Ubrania, książki... To rzeczy, które mogłabym sprzedać. Warto to przemyśleć. 

Gdy człowieka pogna na internetowe ścieżki

 Nie lubię braku zajęcia w pracy. Lubię mieć tej pracy w sam raz. Aby płynnie wykonywać czynności. Głupio się czuję kiedy czas przecieka mi między palcami. Siedzenie słupka i fingowanie działania mnie zawstydza i nuży. No i pognało mnie w internetowe dróżki. Jednym z odwiedzonych miejsc był portal z horoskopami. Odnalazłam prognozę dla smoka w 2021. Zapowiada się pracowicie. Tego się będę trzymać, że praca przyniesie sukces. To wybieram z całości. 💛

Przywoływanie zapachów dzieciństwa

 Dziś w Radio Świt zaproszono do wypowiedzi na temat najpiękniejszych zapachów jakie pamiętamy. Ludzie pisali o wielu zapachach. Wiele z nich kojarzę podobnie. Zapach pomarańczy w grudniu, zachach gum do żucia Donald, zapach papierówek latem i... zapach liści nenufarów mocno przypominający zapach papierówek właśnie. A u nas listopad z dywanem wilgotnych liści. 

Listopad trzeba przetrwać

 Od dawna nadejście listopada komentowałam, że to najmniej lubiany przeze mnie miesiąc, że trzeba go przetrwać, że szaruga, ciemnica i w ogóle beznadzieja jakaś. Od kiedy zmieniłam podejście do życia na pozytywne odbieranie codzienności wydaje mi się, nawet listopad mogę polubić, wykorzystać to, co ze sobą niesie do radości i wdzięczności za to co otrzymuję od życia. Dziś na przykład było kilka godzin słońca. Ładnie prezentują się jesienne liście. Poza tym nauczyłam się funkcji Worda, z której dotychczas nie korzystałam, tj. porównywania plików. Świetne narzędzie.

Tym razem z telefonu

 Taka próba utworzenia notki z telefonu. Piszę w pracy. Inni jedzą. Ja piszę. Nie wiem czy wyjdzie z tego jakiś sensowny zapis, ale podjęłam czynności. Chce mi się spać. Czuję jak zamykają mi się powieki. Trudno nad tym zapanować. Jeszcze trzy godziny do wyjścia. Nie lubię braku zajęcia, ale postanowiłam, że nie będę narzekać. Cieszę się tym co mam.  Wynajduję możliwe do wykonania czynności. Tym sposobem mozolnie pokonuję nieruchomy czas.