Od dawna nadejście listopada komentowałam, że to najmniej lubiany przeze mnie miesiąc, że trzeba go przetrwać, że szaruga, ciemnica i w ogóle beznadzieja jakaś. Od kiedy zmieniłam podejście do życia na pozytywne odbieranie codzienności wydaje mi się, nawet listopad mogę polubić, wykorzystać to, co ze sobą niesie do radości i wdzięczności za to co otrzymuję od życia. Dziś na przykład było kilka godzin słońca. Ładnie prezentują się jesienne liście. Poza tym nauczyłam się funkcji Worda, z której dotychczas nie korzystałam, tj. porównywania plików. Świetne narzędzie.
Od lat powracały do mnie stany zasmucenia, spadku nastroju, czasami panicznego lęku i poczucie beznadziei. Przez kilka ostatnich tygodni żyłam w wielkim stresie. Zmiany w firmie, związane z jej reorganizacją, postawiły na głowie życie wielu osób. Presja jaką wywarły plotki, zjadliwe komentarze, podsuwane czarne scenariusze wyżerała ze mnie spokój na tyle skutecznie, że przestałam przesypiać noce. Zawsze uważałam się za optymistkę, i zwykle z uśmiechem podchodziłam do ludzi i życia, nie okazując swoich emocji wywołanych strachem. Jednak wewnątrz czułam zaciskającą się obręcz wokół serca, żołądka, mózgu. Ogólne zatrwożenie i nękające napady poczucia beznadziejności. Zaczęłam poszukiwania lektur, które poprawią mi nastrój już dawno. Szukałam też artykułów, blogów, nagrań w internecie. Kupiłam sporo książek, do których czasami tylko zaglądnęłam i porzucałam ich lekturę. Przesłuchałam wiele audiobooków. Niektóre z tych lektur znalazły uznanie wielu czytelników na świecie, inne by...
Taka próba utworzenia notki z telefonu. Piszę w pracy. Inni jedzą. Ja piszę. Nie wiem czy wyjdzie z tego jakiś sensowny zapis, ale podjęłam czynności. Chce mi się spać. Czuję jak zamykają mi się powieki. Trudno nad tym zapanować. Jeszcze trzy godziny do wyjścia. Nie lubię braku zajęcia, ale postanowiłam, że nie będę narzekać. Cieszę się tym co mam. Wynajduję możliwe do wykonania czynności. Tym sposobem mozolnie pokonuję nieruchomy czas.
Komentarze
Prześlij komentarz